Tańcząca przywra, egoistyczne geny, hologenom i uroda

Pięknej urody zdjęcie (wyżej zamieszczone, autor – Katarzyna Witkowska) wywołało ciekawą dyskusję w facebookowej grupie Kocham Polska Przyrodę. Na zdjęciu ślimak bursztynka (Succinea sp.) z widocznym w czułku pasożytem – przywrą Leucochloridium macrostomum. I jak stwierdziła autorka powyższego zdjęcia „Chociaż ta przywra zdrowia mu nie dodaje, to urody na pewno!”.

Ale czego to kobiety dla urody nie zrobią (mężczyźni zresztą też) – nakłuwają różne części ciała, wstawiają gliniane krążki w wargi (jak pewne afrykańskie plemię – Mursi), wycinają fragmenty ciała lub wszczepiają silikon tu i tam. Zdrowia to nie poprawia, ale urodę w mniemaniu właścicieli to nawet bardzo.

Ale wróćmy do przywry. To pasożyt dla którego ślimak jest żywicielem pośrednim. W odpowiednim momencie rozwoju przywra wędruje do czułków ślimaka i zmienia jego zachowanie. Ślimaki wbrew swoim przyzwyczajeniom wychodzą na „widok” a przywra w umiejscowiona w czułku zaczyna się ruszać.

W jakimś stopniu upodabnia się do larwy owada, co zwabia ptaki. Zjadają one albo same czułki albo całego ślimaka. Przywra w ten sposób dostaje się do żywiciela ostatecznego i kończy swój rozwój.
Ta ciekawa właściwość zmieniania (wpływania) na zachowanie swojego żywiciela była podstawą sformułowania hipotezy egoistycznego genu. Bo skoro pasożyty mogą modyfikować zachowanie żywiciela, aby robił to, co korzystne dla propagacji pasożyta, to może egoistyczne geny tez nami sterują? Podobnie zmieniają zachowania owadów pasożytnicze nitnikowce – nawet lądowe owady czują pociąg do wody (bo tam rozwijają się pasożyty).

Analogicznie w naszym genomie są egoistyczne geny, sterujące naszym zachowaniem. Drugim elementem teorii egoistycznego genu było odkrycie, że ludzkie DNA zawiera tylko niewiele sensownego DNA z zakodowanymi genami – reszta to śmieciowe DNA do niczego nie potrzebne. Tak się nam wydawało. A skoro nie koduje żadnych genów to zapewne są tam „pasożyty” sterujące naszym zachowaniem. W zasadzie jesteśmy tylko opakowaniem dla genów.
Hipoteza egoistycznego genu R. Dawkinsa przez kilka dziesięcioleci cieszyła się dużą popularnością. Po rozszyfrowaniu ludzkiego DNA teoria egoistycznego genu stała się mocno nieaktualna. Po pierwsze nie znaleziono owych hipotetycznych genomowych pasożytów. Po drugie śmieciowe DNA nie jest takim śmieciowym i zbędnym jak nam się wydawało. To rezerwuar do zmienności i rekombinacji oraz zasobnik z genami regulatorowymi. Teorię egoistycznych genów coraz bardziej zastępuje teoria hologenomu.

W końcu okazało się, że bez cudzych genów nie jesteśmy w stanie żyć. Powoli dojrzewa paradygmat wspólnotowości.
Najpierw odkryliśmy, że mamy więcej białek niż genów w naszym DNA. Dawny dogmat genetyczny jeden gen = jedno białko legł w gruzach, gdy poznaliśmy mechanizmy genetyczne u Eukariontów. Pojawiły się introny i egzony oraz duża modyfikacja genów. Stąd więcej białek niż genów. Po drugie okazało się, że nasze własne geny i enzymy nie wystarczą nam do funkcjonowania i życia. W znakomity sposób korzystamy z potencjału genetycznego i enzymatycznego mikroorganizmów, żyjących w naszym organizmie.  Proste pojęcie zysku i straty nie bardzo ma zastosowanie. Bakterie i grzyby, których jest w naszym organizmie coś około półtora kilograma, pod względem liczby komórek to nawet jest ich więcej niż naszych (bo dużo mniejsze). A więc nie tylko obcy to pasożyt i wróg a raczej symbiont i przyjaciel.

Nawet medycyna przestała zwalczać zawzięcie „zarazki”. Teraz mówi się o probiotykach i właściwej „florze” bakteryjnej i grzybowej nie tylko w jelicie ale i na skórze. Nie jesteśmy sami i w tej wspólnotowości żyje się nam znacznie lepiej.

W warstwie społecznej coraz bardziej przekonujemy się, że o jakości społeczeństwa nie decydują jednostki i supermani a współpraca i jakość relacji między członkami społeczności. Odeszły więc do lamusa projekty naprawiania ludzkości poprzez eliminację „złych” genów w piecach krematoryjnych czy przez przymusową sterylizację niepełnosprawnych. Na szczęście teraz coraz bardziej kładziemy nacisk na umiejętność pracy zespołowej i jakość relacji społecznych. To one, w swoistej wspólnotowości, decydują o naszym sukcesie.

Ale wróćmy do urody i pasożytów. Bursztynka i przywra, co jej urody dodaje, skojarzyła się z ludzkimi zrachowaniami. Bo przecież niektóre panie dla zachowania pięknej linii łykają tasiemce. Albo moim zdaniem kontrowersyjna mastektomia Angeliny Jolie. Jak się okazało było to prewencyjne (nie wykryto u niej raka) działanie a nie medyczne. Myślałem, że to z jej strony bohaterstwo lub otumanienie przez lekarzy (bardzo dużo mamy zbędnych zabiegów). Ale pani Angelina ma dalej piękne piersi i cieszy się urodą. Zabieg był w jakimś stopniu zabiegiem chirurgii plastycznej i być może kampanią reklamową firmy, oferującej testy antyrakowe. Wykrycie genu… wcale nie jest równoznaczne z rakiem. Cała zaś procedura jest po prostu kosztowna. Napędzanie klientów i tworzenie sztucznych potrzeb?

Mam mieszane uczucia co do też zabiegu. Bardziej odczytuję to jako zabieg celebryckiego upiększania się, bo można w mediach przeczytać:

„Angelina Jolie pokazała się publicznie pierwszy raz od ogłoszenia wiadomości o podwójnej prewencyjnej mastektomii. Gwiazda towarzyszyła swojemu partnerowi Bradowi Pittowi podczas premiery filmu "World War Z" w Londynie. Angelina i Brad, oboje ubrani na czarno, przez długą chwilę pozowali fotografom i rozdawali autografy na londyńskim Leicester Square. (…)
Jolie powiedziała dziennikarzom, że czuje się wspaniale i jest szczęśliwa widząc, że jej oświadczenie wywołało dyskusję na temat zdrowia kobiet."

Osobiście wątpię, aby dodała otuchy amazonkom, bo te nie paradują z przepięknie eksponowanym biustem. Starają się raczej ukryć brak po amputacji, zaakceptować i żyć normalnie. Bo amazonki to efekt zabiegów medycznych a nie chirurgii upiększającej.

Patrząc na ślimaka bursztynkę z pięknymi czułkami… współczujemy, myśląc o pasożycie gnieżdżącym się w jej ciele. Ale czy mu ludzie, dla domniemanej urody, nie robimy równie szkodliwych dla zdrowia zabiegów? Możemy z politowaniem patrzeć na okaleczone kobiety Mursi, ale przecież w naszym nowoczesno-silikonowym świecie podobnie się zachowujemy. Nastolatki niszczące sobie cerę zbędnymi kosmetykami to tylko mały pikuś. Może chcemy być bardziej widoczni i podziwiani? Czego to kobiety nie wycierpią aby ładnie wyglądać… Jak tak przywra i bursztynka?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s