Klika Lenia – dygresja do studenckich juwenaliów i wizerunku uniwersytetu

W czasach licealnych, zafascynowany pisarstwem Stanisława Lema (wtedy nie było go w zestawie lektur szkolnych), na potrzeby szkolnej gazetki ściennej przybrałem pseudonim artystyczny Stanisław Leń. Tak podpisywałem swoje wiersze. Na studiach także używałem tego artystycznego pseudonimu – próbowałem dalej pisać wiersze i teksty do piosenek.

Studiowałem w stanie wojennym (zacząłem w 1982 r.). W działaniach studenckiego Klubu Docent potrzebne były plakaty i afisze. Wtedy malowaliśmy je ręcznie, plakatówkami na szarym papierze. Wpadłem na pomysł, aby założyć małą grupę artystycznych malarzy (uczyłem się nieświadomie pracy zespołowej). Nadałem nazwę Klika Lenia, i odpowiedni plakat informacyjny, z zachętą do włączenia się, wywiesiłem w akademiku. Po dość krótkim czasie zauważyłem, że plakat zniknął. Zirytowany namalowałem kolejny. I ten także został szybko zerwany. A ja dowiedziałem się, że to pierwszy sekretarz POP PZPR z uczelni zerwał. I groził wyrzuceniem ze studiów. Niemiły początek studiowania i pracy społecznej. Co go tak zbulwersowało, że groził usunięciem mnie ze studiów (na szczęście dla mnie to się nie powiodło)? Władza przestraszyła się klubu plastycznego? Jakąś działalnością wywrotową i antypaństwową czy antysocjalistyczną? Ten pan najpewniej odczytał to jako aluzję do „klika Lenina” i zinterpretował jako antypaństwową wywrotową działalność, jako atak na autorytet władzy ludowej.

Moje intencje były zupełnie inne… ale na „złodzieju czapka gore” – to był czas niespokojny i władza pacyfikowała niezależność i samodzielność działań całego społeczeństwa. W swych obawach wszędzie widziała wrogów i spiskowców. Przy okazji niszcząc kreatywność, samodzielność myślenia i swobodę wypowiedzi. Tak sobie myślę, że obecne kontrowersje niektórych osób z kadry (może i studentów także) również biorą się z nieporozumienia i zapobiegawczej walki z wyimaginowanymi „wrogami” i „zgnilizną moralną”.

Dlaczego pojawiło się słowo „klika”? To był jakiś nie do końca uświadomiony bunt w stosunku do zastanej rzeczywistości, zarówno tej ogólnokrajowej jak i uczelnianej. Koterie, nieformalne układy, przerost ideologii nad moralnością, widoczne nawet w ówczesnych organizacjach studenckich, itd. Sprzeciw w wersji satyrycznej wobec ogólnych postaw moralnych a nie konkretnej osobie czy konkretnej grupie ludzi. Coś się w duszy tliło, ale nie do końca uświadamiałem sobie co. To nie było ukonkretnione i zwerbalizowane. Ale było. Na zrozumienie i zwerbalizowanie trzeba czasu i większego doświadczenia życiowego.

Formułowane publicznie, jak i w nieoficjalnych gronach, kontrowersje dotyczące tegorocznej koszulki kortowiadowej Wydziału Biologii i Biotechnologii wbrew pozorom nie dotyczą chyba ani czerwonej pupy pawiana, ani zasady azotowej uracyl, ani dobrego imienia wydziału ani praw autorskich do postaci z filmu rysunkowego. Oburzenie wywołuje chyba napis „Mamy zasady w czterech literach”, bo można odebrać do jako „mamy zasady w d…” (notabene dłoń ma także cztery litery). Bo może to jakiś artystyczny wyraz „wypięcia się na nas”, nas kadrę, nas władzę, nas społeczeństwo, na normy moralne? Czyli odczytywanie jako wrogiego aktu antyspołecznego. Trudno jednak do tego publicznie wprost się przyznać… bo to przecież tylko domysły i subiektywne interpretacje.

Poprzez moje studenckie doświadczenia z „Kliką Lenia” mam wrażenie, że rozumiem studentów. Bo z autopsji wiem jak to na prawdę wygląda z drugiej strony (młodzieńcza zabawa a nie antyspołeczna wrogość). Myślę więc, że zamiast się oburzać i ciskać gromy na studentów, lepiej z nimi po prostu życzliwie porozmawiać (i to już na etapie projektów i przed głosowaniem a nie po). Czy będzie taka koszulka kompromitacją wydziału? Wierzę, że przeciętny dziennikarz czy szary człowiek dostrzeże dowcip słowny i odniesienie do czterech zasad azotowych, tworzących DNA a nie jako antyspołeczne i niemoralne manifesty (bardziej wizerunek uczelni psuje publiczne picie alkoholu). Jeśli mamy jednak wątpliwości co do pozaakademickiego odbioru studenckiego kalamburu, to opowiedzmy innym o poprawnej interpretacji. Szukajmy publicznie czegoś dobrego i z sensem… To znakomita okazja do upowszechniania wiedzy i nawiązanie do 60. rocznicy odkrycia i opublikowania struktury DNA (czytaj więcej). Znakomita okazja, aby w świetle najnowszych odkryć naukowych wyjaśnić dlaczego uracyl, typowa zasada dla RNA, pojawia się jednak w DNA (a więc 5 zasad a nie cztery) i jakie ma to znaczenie ewolucyjne. To okazja do upowszechnienia wiedzy o genach, rozszyfrowaniu genomu człowieka i wielkich zagadek z hologenomem czy „śmieciowym DNA”.

Wykorzystajmy (do upowszechniania najnowszej wiedzy) ewentualne kontrowersje oraz zainteresowanie mediów i wspierajmy studentów. Bo uniwersytet to wspólnota uczących i nauczanych (dla mnie jest to aktualny ideał), to wspólnota wtedy, gdy się jest na wozie jak i wtedy, gdy się jest pod wozem. Bądźmy razem ze studentami a nie przeciw nim (nawet jeśli zbłądzą). Wspierajmy nie tylko w dochodzeniu do prawdy ale i w kompetencjach społecznych. Nie pozostawiajmy ich samych w konfrontacji ze światem zewnętrznym (który przecież nie jest zawsze przyjazny i szlachetny, tam nie są sami rycerze na białych koniach!).

Wrócę jeszcze do mojej „Kliki Lenia”. Wtedy ze mną nikt nie rozmawiał, były tylko zaocznie kreowane szykany i pogróżki (ktoś na mnie na SB nadonosił, że potem mnie po studiach do wojska nie wzięli – ale ja to sobie akurat chwalę). Na studia przyszedłem jako osoba przyjaźnie nastawiona do PZPR. Uważałem wtedy, że socjalizm jest dobry tylko wypaczenia są złe. Niemiłe rozczarowania ze zrywaniem plakatów, groźby wyrzucania ze studiów (niszczenie kreatywności w domniemanej obawie przed buntem) zmieniły moje nastawienie do ówczesnej władzy. „Klika Lenia” to był jeden z bardzo wielu rozczarowujących momentów. I teraz, jako pracownik uniwersytetu, nie chciałbym, abyśmy tracili kontakt i możliwość dialogu ze studentami. Mają prawo do buntu i frustracji, gdyż wielu z nich zostanie bezrobotnymi magistrami. Bez perspektyw z prekariatem w tle. Nie wszyscy widzą sens w kształceniu się…

Studenci nie są głupi ani leniwi, ale niejednokrotnie nie widzą sensu w takim a nie innym studiowaniu. Nie zostawiajmy ich samych z tymi egzystencjalnymi problemami, nawet w małych sprawach. Bo przecież kortowiadowa koszulka to maleńki i mało ważny szczegół. Ale życie składa się z takich właśnie szczególików.
„Nie ten ptak gniazdo swoje kala co mówi, lecz ten który mówić nie pozwala.” Maksyma ponadczasowa i prawdziwa w każdych czasach i każdej mniejszej czy większej społeczności. Ja wierzę, że UWM jest miejscem do dyskusji różnorodnych i w różnorodnej formie, nawet artystycznej. Gdybym w to nie wierzył, to bym siedział cicho, zgodnie z zasadą, żeby się nie wychylać… Jak w pociągu :).

Nie obrażajmy się na rzeczywistość tylko ją zmieniajmy. A wiele jest do zrobienia. Nie oczekujmy, że studenci sami znajdą cywilizacyjną przyczynę kryzysu ekonomicznego i społecznego. Przecież i my sami nie bardzo wiemy co tak na prawdę szwankuje i jak to naprawić. Próbujemy, ale czy nam to dobrze już wychodzi? Poszukujmy wspólnie, wspierając się w dobrych i złych chwilach.

Dlaczego o tym piszę, narażając się na ewentualne zaoczne osądy? Bo sprawa jest ważna i lepiej o niej mówić w uporządkowany sposób a nie zostawiać internetowych hejterom. Studentom ust nie zamkniemy (internet jest niecenzurowalny), osądów słusznych czy niesłusznych nie zakneblujemy. Możemy tylko stracić z nimi możliwość komunikowania się i rozumienia ich. Nie chcę także, aby pracownikom wydziału czy całego uniwersytetu hejterzy dorabiali niezasłużone winy. Nie piszę przeciw komuś ale staram się wspierać studentów. Moim studentów, nie jakiś abstrakcyjnych.

Brak zdolności do komunikacji i dialogu, także ze środowiskiem zewnętrznym (przecież my na UWM nie demoralizujemy, nie rozpijamy studentów, nie uczymy anty-zasad społecznych!), w konsekwencji rodzić może tylko napędzające się żale, frustracje i antagonizmy. To problem ogólny a nie tylko olsztyński czy kortowski. A uniwersytet nie funkcjonuje w próżni…

Wypowiadam się tylko w swoim imieniu, nie wychodzę „przed szereg”, nie piszę przeciw komuś ani za kogoś. Piszę to, co mi leży na duszy. Jeśli jestem w swoich interpretacjach w błędzie, to uprzejmie proszę mi te błędy wskazać. Różnić można się pięknie.
Zwłaszcza na uniwersytecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s