Urbicenoza i budowanie przestrzeni publicznej, z myślą o emerytach i o sobie

Myślę o swoim życiu jako emeryta (za kilkanaście lat). Nie tylko o emeryturze (stypendium ZUS) ale o budowaniu przestrzeni do życia. Nie tylko odkładanie składek emerytalnych z myślą o dobrym życiu emeryta. Bo dobre życie to nie tylko wysoka emerytura. Nie wszystko można za pieniądze kupić, a wiele rzeczy sprzedawalnych, można mieć za darmo. A raczej za przyjaźń, za barterową wymianę usług społecznych.

Mieszkam na osiedlu z blokami. Obok jest planowany park im. Korczaka i przepływa rzeka Łyna (jak co roku słychać tam słowiki). Marzę więc o parku i ławeczkach między blokami, jako przestrzeni niekomercyjnej, w której mogę spędzać życie emeryta. O bookcrossingu osiedlowym – żeby mieć dostęp do książek i czasopism. Bo można się dzielić z innymi, tym co się ma. Wspólnie można mieć znacznie więcej. Przecież nie wszystko muszę kupować. Słońce, które świeci, trawa która pachnie i śpiew ptaków. Nie trzeba tego kupować.. ale trzeba wcześniej zadbać, żeby było… było dostępne.

Miejsca, w których korzystamy z kultury, odgrodzone są barierami (są daleko, z licznymi przejściami drogowymi i utrudnieniami architektonicznymi), w tym barierami finansowymi. Droga jest Starówka, drogie są wycieczki, drogi dom w pięknym otoczeniu. Aby nie żyć jak w klatce, trzeba już teraz budować społeczność lokalną i wolontariat. Wtedy nawet na emeryturze życie będzie miało smak. Przyjazna dla ludzi przestrzeń powstaje długo. Podobnie jak emerytura – trzeba wiele lat odkładać na nią składki w pierwszym, drugim i trzecim filarze.

Korzystanie z dóbr kultury jest możliwe poprzez kontakty z innymi ludźmi. Przecież każdy z nas jest nośnikiem i przechowalnią różnych fragmentów historii, kultury, przygody. Wystarczy się spotykać z przyjaciółmi i rozmawiać (o przyjaźń trzeba dbać i inwestować w nią latami). Ale do tego potrzebna przestrzeń. Wystarczy koc na trawniku lub ławeczka na skwerku między blokami. Blisko domu, żeby wyskoczyć przy okazji i na chwilę.

Już teraz myślę o swojej emeryturze. Dlatego przedwczoraj znowu zasadziłem kilka krzewów pod blokiem. Stare usychają, niszczeją, bez nieustannego odnawiania zieleń popadnie w ruinę. Służby miejskie nieustannie niszczą moją przyblokową zieleń (oficjalna bylejakość "dbania" o zieleń). Niemiłosiernie obcinają świerki, przycinają drzewa, do ziemi koszą trawniki. Więc oprócz doraźnego dosadzania krzewów trzeba budować społeczność lokalną i mówić o ekosystemie miasta jak i o ekorozwoju w urbicenozach.

Piszę, z myślą o emeryturze. Nie tylko swojej.

Teraz myślę o obecnych emerytach, zamkniętych w klatkach swoich mieszkań, samotnych przed telewizorami czy komputerami. Ale i za jakiś czas ja będę emerytem. Być może wtedy będę miał dużo więcej czasu na wolontariat… ale muszę mieć przyjazną przestrzeń miejską, gdzie ten wolontariat będzie mógł się zrealizować. A na moim osiedlu nie ma kawiarni, nie ma parku i nie ma ławeczek. Panowie popijają w krzakach (piją ale przynajmniej się spotykają), trawniki systematycznie zamieniane są w klepisko przez parkujące samochody. Osiedle ma już ze 20 lat albo i więcej, a w wielu miejscach nie ma jeszcze chodników… Brakuje na społeczności lokalnej, która dostrzegłaby problem i w sposób zorganizowany zadbała o polepszanie przestrzeni publicznej.

Trzeba w końcu wyjść z klatek i budować wspólną przestrzeń do radosnego życia. Korzystając z wiedzy o ekosystemie miejskim i biologii człowieka, jako istoty społecznej. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s