Kiedyś biblioteka była w centrum dawnego uniwersytetu. A teraz?

Chyba każdy człowiek potrzebuje poczucia sensu i celu. Ja od dłuższego czasu zastanawiam się nad sensem uniwersytetu. Dyskomfort chyba całego środowiska wzrasta, coś ewidentnie zgrzyta. Może jeszcze nie do końca uświadamiamy sobie co, ale coś na pewno nie działa tak jak powinno. A skoro pracuję w tej instytucji to chciałbym robić rzeczy dobre i robić je dobrze. Dlatego pytanie o sens kształcenia i jego kształt ciągle do mnie powraca. I chyba nie jestem w tym odosobniony…

Kiedyś biblioteka była w centrum dawnego uniwersytetu. A teraz? Rośnie wiedza zewnętrzna a dostęp do niej może być z każdego miejsca. Co więc powinno być teraz w centrum uniwersytetu, kiedy tracimy znaczenie jako strażnicy wiedzy, zgromadzonej w papierowych kodeksach? Jak się odnaleźć w świecie po trzeciej rewolucji przemysłowej, świecie mocno zdecentralizowanym i pofragmentowanym przez internet i energię odnawialną?

Żeby dobrze kształcić uniwersytety powinny skupić się na diagnozie sytuacji (wyobrazić sobie jaka będzie przysłość, nawet ta niedaleka) i koncentrowaniu się na jakości kształcenia. Niby formalnie taka możliwość jest nakreślona przez Krajowe Ramy Kwalifikacji, ale… ponieważ pracownicy rozliczani są z punktowanych publikacji a nie jakości kształcenia, to w większości przypadków Krajowe Ramy Kwalifikacji są biurokratycznym dodatkiem, na który nie poświęca się należytej uwagi (męczące ale czy potrzebne?). I trudno nie zrozumieć takiej strategii: w obliczu niżu demograficznego jak i spadku zainteresowania studiowaniem ubywa studentów, a co za tym idzie etatów. Kogoś będą zwalniać… a oceniać będą po publikacjach a nie jakości kształcenia. Bo student nie jest podmiotem, jest jedynie przedmiotem.

Co z naukowej kategorii A jakiegoś wydziału, jeśli zabraknie studentów. Z badań naukowych się raczej nie utrzyma. Chyba, że świadomie przyjęta zostanie strategia Research Faculty. Ale i wtedy najważniejszym kryterium będzie uzyskiwanie grantów a nie publikacji (chociaż nie da się zdobyć grantów bez punktowanych publikacji). Czyli będzie PAN-bis.

Zdezorientowani są pracownicy, a studenci karmieni są iluzjami dobrego wykształcenia. Potem szlifują bruki jako bezrobotni. Nie jest to wesoła perspektywa. W ślad za bezrobotnymi absolwentami na bruk pójdą sami pracownicy. Coś jest nie tak. Potrzebne są kolejne, gruntowne zmiany.

Tylko czy środowisko akademickie świadome jest tej sytuacji? Czy czasem zbyt dużo energii nie pójdzie na wygryzanie się z pracy w konkurencji o kurczące się etaty (syndrom tonącej tratwy).

Chciałbym żyć w mniej ciekawych czasach i nacieszyć się nudą. Tymczasem trzeba będzie się zastanawiać czy ważniejsza jest wolność czy posłuszeństwo w kształceniu uniwersyteckim. I pod tym kątem trzeba dokładniej i świadomie określić kompetencje absolwenta. Czy kształcimy do wolności czy do posłuszeństwa? Czy kształcimy do samodzielności czy do samozadowolenia? Naszego, kadry profesorskiej samozadowolenia? Czy też zadowolenia absolwentów lub pracodawców.

Od pytania „po co „ i „jak” nie uciekniemy. Misja uniwersytetu określana jest jako: kształcenie, badania, innowacje. Adekwatne z tym kompetencje to: samodzielność, kreatywność, umiejętność samodzielnego poszukiwania potrzebnej odpowiedzi. Pytania, jakie stawia współczesność pozaakademicka, mogą być różne. Nie sposób wcześniej je spisać i wyuczyć (nauczyć) odpowiedzi. Bo rzeczywistość się zbyt szybko zmienia. Absolwenci muszą więc umieć samodzielnie stawiać pytania w oparciu o to, co widzą i z czym się spotykają. To na pewno będzie inny świat, inny od tego jaki my znamy i w jakim wyrośliśmy.

Kształcenie w moim odczuciu powinno być nastawione na rozwój cech osobowych, na poznawania spraw ogólnych a nie być kształceniem zawodowym w wąskim rozumieniu. Kształcenie zawodowe to uczenie modelu świata. Kształcenie ogólne to uczenie poznawiania świata i tworzenia modeli. To kształcenie do samodzielności a nie do odtwórczości.

I na koniec dwa cytaty.

„Polska młodzież, (…), otrzymała (…) bardzo wątpliwej jakości prezenty – niepewną przyszłość, presję na osobliwy rodzaj wartości życiowych (konsumpcja, sukces) i bardzo trudną do przeprowadzenia strategię „zrób-to-sam”. Rodzice oddali się czynnościom zarobkowym umożliwiającym ich pociechom „lepsze” życie.”

Daniel Quinn

„Myślenie, że jutro będzie piękne, jest o tyle absurdem, o ile nie będziemy się starać o to piękno dziś.”

s. Małgorzata Chmielewska

(Tygodnik Powszechny 31 marca 2013)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s