O odczytywaniu referatów

Modne się stało narzekanie na nowe technologie cyfrowe, które zmieniają sposób myślenia. Smartfony, e-booki, laptopy, tablety oduczają czytania książek, uczą wielozadaniowości, podzielności uwagi i powierzchowności uczenia się. To wszystko prawda. Ale…

Kiedy upowszechniło się pismo i drukowane książki, wtedy narzekano, że pismo zabija pamięć i oducza sztuki komunikacji. Wcześniej, w kulturze oralnej (mówionej), przez setki tysięcy lat treści trzeba było zapamiętać i opowiedzieć. Sztuka opowiadania rozwijała się. Książki przyczyniły się do uwiądu retoryki i sztuki przemawiania. A przecież są to umiejętności na co dzień nam potrzebne. Czytając książki nie przestaliśmy mówić…

Od dawna na uczelniach i towarzystwach naukowych ugruntował się nawyk odczytywania wystapień (nawet termin "odczyt" na to wskazuje). "Czytać lekcje" to termin z języka rosyjskiego jeszcze dobtniej pokazuje skalę zniszczenia sztuki przemawiania. A przecież zupełnie inaczej odbiera się słowo mówione z obserwowanym językiem ciała, a inaczej słowo pisane (czytane). Przemawianie jest czynnością w zbiorowości i z bezpośrednimi interakcjami. Czytanie jest indywiduallizmem i samotnością: pisarz pisze w samotności, my czytamy w samotności.

Nie zamierzam dysktedytować książek i pisania – mają niewątpliwe walory, zalety i wniosły ogromnie dużo do komunikacji społecznej. Ale to dobrodziejstwo – jeśli jest nieumiejętnie stosowane, przynosi szkody. Przykład w artykule Leszka Jażdzewskiego:

"Opowiadanie bredni na wykładach, usypianie studentów monotonnym odczytywaniem przepisanych ze starych podręczników sentencji, wyręczanie się nimi na ćwiczeniach – gdzie ci prezentują fragmenty z Wikipedii – zamiast porządnego seminarium – to wszystko jest zarówno powszechne, jak i zupełnie bezkarne. Prawdziwi sadyści, którzy za punkt honoru stawiają sobie oblanie połowy roku, „bo mogą", stają się legendami wydziałów (chyba celują w tym prawnicy i lekarze), a kolejne roczniki studentów katują aż do śmierci. Swojej albo ich." (czytaj całość).

Wszystkie poradniki, dotyczące wystąpień publicznych zalecają mówienie a nie czytanie, np. "Wbrew panoszącemu się zwyczajowi wykładu nie nalezy czytać! Wykładowca może posługiwać się notatkami (co pozwoli mu trzymać się planu) ale nie czytać – bo skoro wykład jest czytany, to po co wykładowca?"*.

W czytaniu (odczytywaniu wcześniej w samotności napisanego tekstu) przodują humaniści i literaturoznawcy. Ale po co czytać, skoro studenci, słuchacze sami mogą to zrobić? Przecież nie są analfabetami! A internet stwarza zupełnie nowe i dawniej niewyobrażalne możliwości dostępu do tekstów napisanych i opublikowanych.

Nowe technologie także zmieniają nasz sposób komunikowania się i przekazywania wiedzy. Ale poza niewątpliwymi zaletami i nowymi możliwościami mają swoje wady. Zwłaszcza jeśli nie stosujemy ich zgodnie z przeznaczenim. Prezentacja multumedialna umożliwia wprowadzenie pokazywania obrazów, tekstów, animacji, filmów. Może dynamizować przekaz i wspomagać mówcę. Ale – tak jak kiedyś pismo – tak teraz multimedia pozwalają nam skupić się na sobie i samozachwycie z przygotowywania prezentacji. Pomagając rozpraszają mówcę.

Prezentację z wykładem przygotowujemy w samotnosci… a wygłaszamy w społeczności, w dynamicznej interakcji. Jeśli skupimy się na własnym dziele (tak jak kiedyś na zapisanych zdaniach) to stracimy kontakt z odbiorcą. Są więc sytuacje, gdzie wykładowca/prelegent czyta…. nie z kartki tylko z ekranu (lub monitora komputerowego). Tym się to różni od odczytywania z kartki, że widzowie widzą tekst. I nie patrzą na prelegenta.

Prezentacja multimedia (np. Power Point) ma i inną wadę – uwiązuje mówcę do linearnego przekazu, wynikającego z kolejności przygotowanych slajdów. Prezentacjo prowadź – tak skutkuje nowinkarska technika. Każde dobrodziejstwo ma swoje ograniczenia.

Tak, z całą pewnością nowe gadżety w postaci tabletów, smarfonów i temu podobnych coraz to nowszych urządzeń, niosą różnorodne zagrożenia i upośledzenia niektórych form komunikacji społecznej. Mają też niewątpliwe zalety. Sztuką jest ich użwać zgodnie z przeznaczeniem i docierać do sedna i sensu komunikacji i przekazywania wiedzy.

Sensem wykładu uniwersyteckiego jest dialog i spotkanie społeczne a nie odczytywanie monologu, czy to z kartki, czy z ekranu multimediów. Mówimy do ludzi a nie w ich obecności. Musimy tylko chcieć się komunikować i poznać odbiorcę. A reszta… to nie ważne czy z kredą, komputerem, czy z tablicą multimedialną. Treść jest ważniejsza od formy i mówimy do ludzi a nie w ich obecności.

A od poniedziałku zajęcia ze studentami, w tym autoprezentacja dla studentów biotechnologii, czyli sztuka przekazywania wiedzy na piśmie, ustnie i w… internecie. Sztuka naukowego komunikowania się.

* Agata i Jerzy Rzędowscy "Mówca doskonały. Wystąpienia publiczne w praktyce", Helion, 2009.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s