Zagrożenie w piaskownicy czyli o samotności i potrzebie kształcenia ustawicznego

Samotność obiektywnie nie istnieje. Samotni jesteśmy we własnej duszy. Bo nawet na największym pustkowiu mamy towarzysza i to nie jednego (dobrego lub złego). Nawet w pustelni coś z nami jest, a nasze życie wewnętrzne ma iście biologiczny wymiar. Wszędzie coś nas gryzie – albo pasożyty albo sumienie.
Od tego nie uciekniemy…

Nie ma organizmu, który nie ma jakichś pasożytów. Lepiej jest mieć więc starych i sprawdzonych wrogów niż nowych i nieodgadnionych (nieprzewidywalnych). Tak jak Pawlak Kargula. Nie ma gatunku wolnego od pasożytów, nie ma organizmu bez jakichś pasożytniczych bakterii, wirusów czy grzybów. Ewolucyjnie kształtowaliśmy się w obecności pasożytów, także tych większych w postaci przywr, glist, tasiemców, pcheł, wszy, komarów i wszelakiego innego „robactwa”. Dzięki temu mamy „nadmiar” narządów. Biologicznie przygotowani jesteśmy na straty. Dlatego możemy żyć z kawałkiem wątroby, jednym płucem, jedną nerką (tu mała dygresja skoro pozbyliśmy się wielu pasożytów, tym łatwiej powinniśmy dzielić się sobą z innymi w formie transplantacji czy choćby tylko honorowego krwiodawstwa). Nawet apetyt mamy nadmiarowy. Bo kiedyś mieliśmy do wykarmienia towarzyszące nam w jelicie(i nie tylko) pasożyty. W nawiązaniu do tej prawidłowości współcześnie odchudzający się ludzie czasami świadomie połykają jaja tasiemców, żeby zachować przyjemność obfitego jedzenia i szczupłą sylwetkę jednocześnie.

Ale wróćmy do Kargula i Pawlaka czyli starych i nowych „wrogów”. Nowe choroby pasożytnicze, które pojawiają się w populacjach ludzkich, to efekt zmian w środowisku, migracji ludności (przenosicieli i ułatwiaczy dyspersji), migracji i zawleczenia zwierząt oraz nowych rodzajów kontaktów ludzi ze zwierzętami. Choroby odzwierzęce nie są niczym nowym. Bliskie sąsiedztwo już zaowocowało wieloma chorobami odzwierzęcymi, tyle tylko, że po kilku epidemiach już się uodporniliśmy na te patogeny. I przywykliśmy, tak jak Pawlak do Kargula i odwrotnie.

Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Trzeba się ciągle uczyć, bo świat się zmienia, tak jak woda w płynącej rzece. Uczyć się trzeba w życiu dorosłym (kształcenie ustawiczne). I nic w tym nowego, bo od tysiącleci uczyliśmy się przez całe życie. Ostatnio uczenie się utożsamialiśmy ze szkołą. A przecież nie da się chodzić do szkoły przez całe życie :). Nawet jak powymyślamy uniwersytety trzeciego wielu czy wieku uniwersalnego, to i tak pozostanie kształcenie ustawiczne… napędzane wewnętrznym silnikiem „dziecięcej” ciekawości świata. I dobrze.

O tym, że świat się zmienia i stare przyzwyczajenia mogą być groźne, świadczą coraz to nowe pasożyty. W młodości przyzwyczaiłem się do jedzenia w lesie jagód i poziomek. To było normalne. Że bakterie? Ależ w lesie w powietrzu jest mniej bakterii niż w szpitalu na oddziale antyseptycznym. To za sprawą fitoncydów, wydzielanych przez wiele gatunków drzew (np. iglastych).

Dawny zwyczaj stał się jednak groźny za sprawą nowego pasożyta – tasiemca wielojamowego o łacińskiej nazwie Echinococcus multilocularis. Jest to obecnie najbardziej groźny dla człowieka tasiemiec.

W przyrodzie żywicielem ostatecznym tego tasiemca są lisy, natomiast w środowisku antropogenicznym: psy i koty. Człowiek zaraża się przez połknięcie jaj tasiemca (jaja zwane są onkosferami), poprzyklejanych do leśnych owoców i grzybów. Grzybów leśnych nie jemy surowych, więc rzeczywistym zagrożeniem są jagody i poziomki. Jaja tasiemców dostają się tam wraz z odchodami lisów, a w środowiskach antropogenicznych – psów i kotów.

Piaskownica w mieście może okazać się bardzo niebezpieczna. Wystarczy, że będą tam załatwiały się chore zwierzęta. A w miastach nie przestrzegamy podstawowych zasad higieny. Psie kupki walają się po każdym trawniku i chodniku a właściciele zwierząt pozwalają  załatwiać się im w osiedlowych piaskownicach. Nie wspominając o bezpańskich kotach i psach (czy dzikich zwierzętach pojawiających się w mieście za sprawa synurbizacji). A dzieci jak to dzieci, lepiąc babki z piasku nowe przedmioty wkładają do ust. Bo po prostu wszechstronnie poznają świat.

Do zakażenia przez Echinococcus multilocularis może też dojść poprzez przypadkowe spożycie jaj tasiemców, które znajdować się mogą w wodzie lub glebie zanieczyszczonej odchodami zakażonych zwierząt. Ewentualnie bezpośredni kontakt z lisami i psami, gdyż jaja tasiemca mogą się znajdować na sierści, pysku i języku zakażonych zwierząt oraz na zanieczyszczonych odchodami przedmiotach.

W ostatnich latach w Polsce wykładana była szczepionka przeciw wściekliźnie, adresowana do lisów. Wyeliminowaliśmy jedno zagrożenie – wściekliznę – pojawiło się nowe. W przyrodzie nie ma pustki. Nie można najeść się raz na całe życie. Albo raz posprzątać, żeby zawsze było czysto. Nie da się raz na zawsze wyeliminowac wszytsckich chorób lub zagrożeń.

Populacja lisów regulowana była wścieklizną (dużo ich zdychało przez wściekliznę). Teraz lisy są dużo liczniejsze – jest to nie tylko większa presja drapieżnicza w ekosystemach ale i ułatwione rozprzestrzenianie się wspomnianego tasiemca. Obecnie dla człowieka dużo większym zagrożeniem niż wścieklizna stała się bąblowica (choroba wywoływana przez opisywanego tasiemca).

Echinococus multilocularis jest tasiemcem niewielkich rozmiarów (długość ok. 2 mm). Jaja (onkosfery) są niewielkich rozmiarów (średnica 0,04 mm), gołym okiem ich nie zobaczymy. Jaja wydostają się z zarażonych zwierząt wraz z kałem. Do środowiska wydostają się ostatnie człony tasiemca, zawierające od 200 do 600 inwazyjnych jaj. A jak na pasożyta przystało jaja tasiemca są oporne na niesprzyjające warunki środowiskowe – nie szkodzi im temperatura minus 27 stopni Celsjusza. W temperaturze minus 70 stopni Celsjusza inwazyjność tracą dopiero po 96 godzinach. W glebie czy piaskownicy zachowują zdolność do skutecznego zarażenia przez ponad rok.

Żywicielem pośrednim opisywanego tasiemca są małe leśne gryzonie. Zjadając owoce zarażają się tasiemcem. Tam rozwijają się cysty. A gdy lis, pies lub kot zje gryzonia, tasiemiec przedostaje się do jelita i tam kończy cykl życiowy.

Do człowieka trafia więc opisywany tasiemiec przypadkowo. Nie będziemy zjedzeni przez lisa, psa czy kota, a w konsekwencji pasożyt zginie (przerwany cykl życiowy). Człowiek jednak choruje na Bąblowicę (echinokokozę), wywołaną przez tego tasiemca.
Objawy kliniczne pojawiają się po 5-10 latach, a nawet po 15 latach.

Bąblowicę wywołać może także inny tasiemiec, bliski krewniach naszego głównego bohatera – tasiemiec jednojamowo (Echinococcus granulosus). Głównym objawem jest jednokomorowa torbiel (nawet do 20 cm), zlokalizowana najczęściej w wątrobie, rzadziej w płucach, śledzionie, kościach czy mózgu. Torbiele bąblowca powodują wiele objawów chorobowych a czasem przypominają objawy wywołane guzem nowotworowym.

Echinokokoza wielokomorowa, powodowana przez Echinococcus multilocularis, jest groźniejsza, bowiem w wątrobie nie powstaje torbiel – pasożyt szybko się rozrasta, niszcząc tkanki tego narządu (watroba podziurawiona jest niczym szwajcarski ser). Bąblowiec wędruje z krwią do płuc, oka, a nawet do mózgu. Echinokokoza wielokomorowa w 90 % przypadków kończy się śmiercią człowieka. Opisywana postać bąblowicy objawami przypomina chorobę nowotworową z przerzutami.

Takie mogą być skutki trwania przy dawnych nawykach spontanicznego zjadanie jagód i poziomek w lesie. Dziesiątki lat było to przyjemne i bezpieczne. Obecnie, za sprawą zlikwidowania wścieklizny w populacji lisów i pośrednio związanym z tym rozprzestrzenieniem się tasiemca Echinococcus multilocularis, nawyk ten jest śmiertelnie niebezpieczny.

Echinococcus multilocularis jest wspołczesnie najbardziej patogennym ze wszystkich tasiemców pasożytniczych dla ludzi. W kilku powiatach województwa warmińsko-mazurskiego lisy są szczególnie często nosicielami opisywanego tasiemca – ekstensywność zarażenia osiąga 50–70% osobników w populacji.

Nie wystarczy więc stara i sprawdzona wiedza – ciągle uczyć się trzeba czegoś nowego i ciągle badać zdawało by się dobrze poznane środowisko wokół nas.

Świat się nieustannie zmienia, warto więc zachować dziecięcą ciekawość poznawnia świata na całe życie.
A uniwersytety powinny ciekawość tę zaspokajać, rozwijając różnorodne formy kształcenia ustawicznego oraz kształcenia nieformalnego. Przykładem  tego ostatniego są Olsztyńskie Dni Nauki czy Noc Biologów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s