Balisaskarioza, szop pracz i gatunki inwazyjne

Wszystko płynie jak powiedział Pan Tarej z Miletu*. W konsekwencji nieustannie wchodzimy w relacje z innymi organizmami (w sensie ekologicznym) i innymi osobami (w sensie społecznym). Eliminując jedno zagrożenie, jednego wroga, zaraz spotykamy następnego. Mimo niekwestionowanych postępów medycyny ciągle chorujemy i umieramy. Żyjemy w spokojnych i dobrych czasach, a mimo to ciągle się czymś martwimy, czegoś się obawiamy.

Zmienia się i przyroda wokół nas. Jedne gatunki znikają, inne się pojawiają. Ochrona przyrody może poszczycić się wieloma sukcesami. Ale niezależnie od nich za sprawą aktywności człowieka ciągle docierają do nas gatunki obce. Niektóre z nich są inwazyjne. Znacznie mniej widoczne są pasożyty, przynoszone „niechcący” z tymi gatunkami. Przykładem jest choroba zwana balisaskariozą.

Balisaskarioza powodowana przez nicienia (czyli taką glistę) o naukowej nazwie Balisascaris procyonis. Żywicielem ostatecznym tegoż pasożyta są szopy, szopy pracze. A co nas mogą obchodzić jakieś amerykańskie szopy? U nas ich przecież nie ma. To znaczy nie było. Kilka lat temu pierwszego rozjechanego przez samochód szopa zauważono koło Szczytna. Prawdopodobnie więc już i są na Warmii oraz Mazurach.

Pasożytniczy nicień Balisascaris procyonis po raz pierwszy został odkryty i opisany naukowo w Polsce. A stało się to w Łodzi, gdy
u szopa padłego w ogrodzie zoologicznym, wykryto tego pasożyta. Widać Amerykanom się nie chciało albo nie było tam odpowiednich specjalistów, żeby naukowo opisać ten gatunek nicienia. Bowiem pasożyt występuje bardzo powszechnie w północnoamerykańskiej populacji szopów.

Skąd szopy w Europie? Są od dawna w ogrodach zoologicznych i w prywatnych hodowlach. W czasie drugiej wojny światowej uciekły z berlińskiego ZOO i zdziczały. Po jakimś czasie przekroczyły Odrę, a potem Wisłę. I tak mamy u siebie szopa. Bo na przykład jenoty pojawiły się u nas dużo wcześniej (ze wschodu).

Gdy szop zje jajo pasożytniczego nicienia, inwazyjna larwa wykluwa się i w śluzówce jelita przez około 2 miesiące dojrzewa. W jelicie osobniki dorosłe kopulują i pojawiają się jaja. Wraz z odchodami kolejne pokolenia jaj wydostają się do środowiska. Wydostając się z odbytu mogą trafić do pyszczka szopa… i cykl życiowy się zamyka.

Jaja tegoż nicienia mogą być przypadkiem zjedzone przez inny gatunek zwierzęcia, w tym również człowieka. W tym przypadku człowiek jest żywicielem paratenicznym (przypadkowym), w którym nicień nie może rozwinąć się w postać dorosłą. Kontakt z człowiekiem dla nicienia jest szkodliwy, ale dla człowieka także. Poza człowiekiem żywicielami przypadkowymi (paratenicznymi) mogą być ptaki (w tym drób hodowlany), gryzonie, zające i inne zwierzęta u nas nie występujące.

W żywicielu paratenicznym larwy nicienia „zdezorientowane” innym środowiskiem, przebijają się przez ścianę jelita i wraz z krwią wędrują po organizmie, osiedlając się w różnych tkankach, np. sercu, płucach, wątrobie czy gałce ocznej. W takich tkankach nicienie nie mają szansy na dojrzałość i wydanie potomstwa. Marna to dla nas pociecha, kiedy zachorujemy na zapalenie płuc, ślepotę czy różnego typu upośledzenia nerwowe (gdy nicień osiedli się w mózgu). Ba, może się to skończyć śmiercią żywiciela, czyli naszą. Marna pociecha z tego, że pasożyt także zginie. Pasożyty składają ogromne ilości jaj – któremuś się uda trafić na odpowiedniego żywiciela i wydać potomstwo.

Jaja pasożyta są niezwykle wytrzymałe na niesprzyjające warunki środowiskowe i mogą pozostać zdolne do inwazji, leżąc np. w glebie, nawet przez kilka lat. Spożywanie nieumytych owoców leśnych czy nawet głaskanie sympatycznego szopa pracza (na przykład takiego z prywatnej hodowli – bo jakichże to zwierzątek w domach nie trzymamy?) umożliwia się przedostanie niewidocznym jajom (niezwykle małych rozmiarów) z rąk do buzi… Trzeba iść więc za przykładem szopa i… myć wszystko przed jedzeniem. Także ręce.
Z prozaicznych względów najbardziej na balisaskariozę narażone są dzieci.

A co z tym panem Tarejem? Ano, to że ciągle na nas czekają nowe wyzwania. Ale dzięki temu nasze życie nie jest nudne. I braku nudy w Nowy Roku  życzę w  Czytelnikom niniejszego bloga.

Nie ma zmartwień, które się powymartwiają – szczęście i radość życia nosimy więc w sobie. Niezależnie od szopów praczy, jenotów czy lisów (o tych ostatnich będzie w kolejnym blogowym wpisie). Robota jest nie do przerobienia, zmartwienia są nie do przemartwienia, cieszmy się więc życiem każdego dnia.

 
Więcej informacji o balisaskariozie i pasożycie.

* cytat autentyczny 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s