O Wilniukach, tożsamości regionalnej i żalu po utraconych Żydach

W piątek, 30 listopada, uczestniczyłem w wielce sympatycznym, sentymentalnym i symbolicznym spotkaniu. Była to promocja nowej książki pt. "Wileńskie korzenie, wspomnienia, relacje dokumenty", wydanej przez Edytor Wers w Olsztynie. W Hotelu Wileńskim – bo jakżesz mogło by to być inne miejsce – spotkałem wiele znajomych osób. Nawet nie wiedziałem, że są potomkami Kresowiaków. Wilniucy – cisi i z niezrównanym poczuciem humoru – budujący ten region i jego tożsamość…

Niemalże andrzejkowe spotkanie. Cóż ono wróży dla tożsamości regionalnej współczesnych Warmiaków? Repatrianci z Wileńszczyzny stanowili znaczny odsetek ludności Warmii i Mazur. Tworzyli i tworzą współczesną tożsamość regionu. Swoje dziedzictwo materialne zostawili "za Bugiem". Przywieźli niewiele. Trochę zdjęć, drobnych rzeczy i wspomnienia oraz tęsknotę. Teraz częściowo uwiecznione na papierze wspólne przecież dziedzictwo kulturowe Europejczyków… ułatwiające nowemu pokoleniu wrastanie we własną tożsamość regionalną, narodową, europejską. Ludzką.

W publicznym dyskursie o tożsamości współczesnych Nowo-Warmiaków czy Nowo-Mazurów kresowe korzenie są jakoś pomijane. Stąd niezwykle ważna jest ta książka, zawierająca wspomnienia spisane przez ponad 50 autorów.

Nasz region, tygiel narodów, jest niezwykle wielokulturowy. Chyba najbardziej w całej Polsce. Ale ze swoistym brakiem ciągłości. Swoje "oscypki" wykreować musimy na nowo. Przez wiele lat uśrednieniu ulaga  dziedzictwo niematerialne w postaci tradycji kulinarnych jak i języka. W dzieciństwie często słyszałem jakże miły memu uchu wileński zaśpiew w mowie. Teraz słyszę niezwykle rzadko. Wygnani ze swojej ojczyzny stosunkowo przyjaźnie odnosili się do autochotnów. Jako Wilniuk po kądzieli nie mam problemu wypierania niemieckiej historii regionu. Autochtonów mam nawet w dalszej rodzinie… Wygnańcowi łatwiej było zrozumieć niedolę wysiedlanych. W dzieciństwie byłem świadkiem ich wyjeżdżania, świadkiem opustoszenia wsi. I tęsknoty za Wieleńszczyzną. Kiedy – jeszcze jako podrostek – po raz pierwszy pojechałem w rodzinne strony mojej mamy i dziadków, ze zdziwieniem zobaczyłem inną architekturę. Przecież moja wileńska tęsknota zilustronawa była czerwonymi dachami mazurskich wsi… a tam… drewniane domy i szare gonty dachów…

Każde pokolenie ma problemy ze swoją tożsamością. Każde pokolenie musi tę tożsamość kształtować, wypracowywać. Współcześni mieszkańcy warmińsko-mazurskiego także. Jedni poszukują mitycznych korzeni wśród plemion Pruskich, inni odwołują się do XIX wiecznej warmińskości z wymarłym już językiem, inni odwołują się do niemieckości. Region – nie poraz pierwszy – tworzyli imigrancji z różnych części Europy i dawnej Polski. Tygiel narodów. I jeśli sięgnąć wiele stuleci do tyłu, to zawsze tak tu było. Byli i Prusowie, byli i germańscy Wandalowie oraz Goci, byli Słowianie. Potem Niemcy, Ślązacy, Holendrzy, Szkoci. Łemkowie i Ukraińcy. Teraz dołączają Rosjanie, Hiszpanie, Anglicy. Ale taka jest cała Europa. Być może dlatego tak łatwo poczuć się Europejczykiem na Warmii i Mazurach.

Wrócę jeszcze do urokliwej symboliki spotkania.  Na sali, oprócz Wilniuków z krwi i kości, pojawiła się książka Warmiaka – Edwarda Cyfusa, był i "rasowy" Mazur w osobie pana Leyka. Byli Polacy z Centrali (dawna migracja na te ziemie). Ale był i "Jankiel", który zagrał na cymbałach. Aż łza w oku się zakręciła. Za utraconą ojcowizną gdzieś na kresach i za utraconymi polskimi Żydami. Brakuje mam teraz tej cząstki naszego dziedzictwa kulturowego. Brak naszych Żydów kłuje w wielu miejscach. Próbujemy to jakoś uzupełnić, "zaklajstrować" dziurę poprzez festiwale, pomniki, książki. Ale jest to pustka niewypełnialna…

Czasu minionego się nie wróci. Nikt Wilna szabelką nie biegnie odzyskiwać. Tym bardziej doceniamy znaczenie wspólnej Europy w granicach Unii Europejskiej i pokojowego podróżowania do Wilna, czy Olsztyna (ci zza Odry). Granice bez zasieków, bez paszportów i rosnące poczucie wspólnego dziedzictwa kulturowego.

Urodziłem sie w Lidzbarku Warmińskim. Jestem Warmiakiem o mazowiecko-wileńskich korzeniach. Zresztą pierwsi Czachorowscy z Czachorowa na Prusy przybyli już w XVI wieku. Wystarczy poznać swą genealogię i koligactwa rodzinne by w pełni zaakceptować wielokulturowość regionu. I cieszyć się różnorodnym dziedzictwem zarówno kulturowym jak i przyrodniczym.

Jak nazwać się obecnie? Warmiakiem? Nowo-Warmiakiem? Warmio-Mazurakiem? Dojrzewające poczucie tożsamości i indentyfikacji potrzebuje słów. Nowych i adekwatnych słów. Te dopiero trzeba wymyśleć. Póki co warto spisywać wspomnienia :). I na papierze przekazywać je kolejnym pokoleniom.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s